Szukaj:Słowo(a): zakres obowiazkow kelner barman
LUDZIE POMOCY MAM ZROBIC WAZNY PROJEKT NA TEMAT

"ZAKRES OBOWIAZKOW STANOWISKA PRACY W CZESCI GASTRONOMICZNEJ HOTELU W TYM WIZERUNEK ZAWODOWY KELNERA/BARMANA"

JEST TO DLA MNIE BARDZO WAZNE MOZE POMOZECIE ZNACIE JAKIES STRONI GDZIE MOGE LATWO POSLUZYC SIE MATERIALAMI DOTYCZACYMI TEGO TEMATU

Z GORY WAM DZIEKUJE
LUDZIE POMOCY MAM ZROBIC WAZNY PROJEKT NA TEMAT

"ZAKRES OBOWIAZKOW STANOWISKA PRACY W CZESCI GASTRONOMICZNEJ HOTELU W TYM WIZERUNEK ZAWODOWY KELNERA/BARMANA"

JEST TO DLA MNIE BARDZO WAZNE MOZE POMOZECIE ZNACIE JAKIES STRONI GDZIE MOGE LATWO POSLUZYC SIE MATERIALAMI DOTYCZACYMI TEGO TEMATU

Z GORY WAM DZIEKUJE



Moze:

http://www.hotelarze.pl/r...-pracownicy.php

http://www.hotelarze.pl/r...ia-hotelowa.php

http://www.hotelarze.pl/rest/gastronomia.php
ENGLISH PUB to Prestiżowy Program Staży w Typowych, Oryginalnych Pubach w Londynie.

Dostępne Stanowiska Staży :
· Kelner/-ka,
· Barman/-ka,
· Kucharz

Zakres obowiązków:
· Obsługa klienta
(Customer Service);
· Przyjmowanie zamówień
(Taking Orders);

· Przygotowywanie drinków i koktajli
(Fixing Drinks)

· Dbanie o porządek swojego miejsca pracy
(Cleaning the work place)

Warunki Uczestnictwa:
Pracownikami Pubu mogą zostać osoby pomiędzy 19 a 30 rokiem życia.
- Wymagamy Bardzo Dobrej znajomości Języka Angielskiego, jako że praca polega na bezpośrednim kontakcie z klientem anglojęzycznym, zaś nasi kandydaci będą jedynymi pracownikami w Pubie wraz z Amerykanami i Australijczykami.
Dlaczego Warto??
· - Oferujemy kandydatom możliwość szlifowania języka w jego najbardziej naturalnym i anglojęzycznym środowisku - nasi kandydaci są pierwszymi Polakami w Programie” English Pub” w Londynie!
· - Udział w prestiżowym programie, jakim jest English Pub wcześniej dostępnym jedynie dla Australijczyków i Amerykanów!

· - Dobre stawki płacowe;
· - Bardzo Dobrą i Rodzinną atmosferę w Pracy;
Szczegółowe Warunki , Oferta oraz informacje dot. aplikowania na program na naszej stronie: www.etw.org.pl

ETW (Explore the World)
Al. Piastów 59/4
70-335 Szczecin

tel. /fax : (91) 434 2027
e-mail: etw@etw.org.pl
GG: 8989727
SKYPE: etw.szczecin
www: www.etw.org.pl
Według mnie na to pytanie nie da sie jednoznacznie odpowiedziec.Podarowanie upominku w postaci kawy czy tez czekoladek tylko w zamian za miła i serdeczną obsługe korupcja bym nie nazwał . Natomiast jesli za upominki te ktos dostałby chodzby najmniejszy przywilej ,obietnicę czy inna forme pomocy (niz w zakresie obowiązków osoby obsługującej) to w świetle prawa takie zachowanie mozna by było nazwac korupcja.Teraz ja mam pytanie dlaczego dajemy (bo pewnie nie tylko pan)upominki urzednikom,lekarzom tylko za miła obsługe a nie dajemy ich ekspedietkom w sklepie, fryzjerom, kierowcom autobusów czy tez sprzataczce??????? Wracając do pana pytania przytoczyłbym tu takze przykład kelnerów i barmanów którzy otrzymują za dobra obsługe napiwek i znów pojawia sie pytanie łapówka czy nie????
Ps.bardzo trafnie pan opisał sytuacje w Wydziale komunikacji w Starostwie Powiatowym. podpisuje sie pod tymi zdaniami.
Według mnie na to pytanie nie da sie jednoznacznie odpowiedziec.Podarowanie upominku w postaci kawy czy tez czekoladek tylko w zamian za miła i serdeczną obsługe korupcja bym nie nazwał . Natomiast jesli za upominki te ktos dostałby chodzby najmniejszy przywilej ,obietnicę czy inna forme pomocy (niz w zakresie obowiązków osoby obsługującej) to w świetle prawa takie zachowanie mozna by było nazwac korupcja.Teraz ja mam pytanie dlaczego dajemy (bo pewnie nie tylko pan)upominki urzednikom,lekarzom tylko za miła obsługe a nie dajemy ich ekspedietkom w sklepie, fryzjerom, kierowcom autobusów czy tez sprzataczce??????? Wracając do pana pytania przytoczyłbym tu takze przykład kelnerów i barmanów którzy otrzymują za dobra obsługe napiwek i znów pojawia sie pytanie łapówka czy nie????
Ps.bardzo trafnie pan opisał sytuacje w Wydziale komunikacji w Starostwie Powiatowym. podpisuje sie pod tymi zdaniami.


A czy to czasem nie jest tak,że korupcje węszymy ("z ciekawosci"?),przeciw korupcji protestujemy ale tylko wtedy, gdy to nas nie dotyczy.A gdy chcemy załatwic sprawę dla nas ważną, to wreczena łapowki nie wykluczamy a czasem ja dajemy.Gdyby tak nie bylo to nie bylo by tez korupcji bo wystarczy "łapówek"nie dawać a problem sam zniknie.
The Sims 8 In 1

Nie wiem czy wszystkie działają!

The Sims: Światowe Życie
producent: Maxis
wydawca: Electronic Arts Inc.
dystrybutor PL: Cenega Poland
zobacz: pomoc techniczna dystrybutora
kategoria: strategiczne/logiczne
Data Premiery:
Świat: 30 sierpnia 2000
Polska: 30 września 2000
tryb gry: single player
wymagania wiekowe: 12+
nośnik: 1 CD | cena: 79 PLN
Rozsądne wymagania sprzętowe:
Pentium II 266MHz, 64MB RAM, 4MB akcelerator 3D.

Opis Gry
Światowe Życie to pierwszy oficjalny dodatek do The Sim, znacznie rozszerzający możliwości gry. Dostajemy nowe ścieżki kariery naszych Simów, choćby takie jak muzyk, dziennikarz, haker komputerowy czy nawet specjalista od zjawisk paranormalnych. Zyskujemy większe możliwości kontrolowania życia Simów dzięki nowym cechom i umiejętnościom naszych podopiecznych.
Dodatek w największym stopniu wzbogaca grę o elementy fizyczne, udostępniając nowe przedmioty, elementy architektoniczne i style wyposażenia wnętrz. Możemy skorzystać z biblioteki ponad 120 nowych przedmiotów, ścian, posadzek, elewacji, okien oraz NPC. Dzięki temu łatwo wybudować nie tylko willę ale również pałac czy średniowieczny zamek. Wiele z nowych przedmiotów posiada nowowprowadzone funkcje, jak np. czyszczenie lamp, tworzenie mikstur w dziedzinie chemii czy wystrzelenie rakiety. Wzbogacony ekran sąsiedztwa umożliwia wybór aż pięciu sąsiadów, dzięki czemu możemy stworzyć i kontrolować nawet pięć razy więcej rodzin niż w oryginale.

The Sims: Balanga
producent: Maxis
wydawca: Electronic Arts Inc.
dystrybutor PL: Cenega Poland
zobacz: pomoc techniczna dystrybutora
kategoria: strategiczne/logiczne
Data Premiery:
Świat: 28 marca 2001
Polska: 09 kwietnia 2001
tryb gry: single player
wymagania wiekowe: brak ograniczeń
nośnik: 1 CD | cena: 79 PLN
Rozsądne wymagania sprzętowe:
Pentium II 266MHz, 64MB RAM, 4MB akcelerator 3D.

Opis Gry
Jako drugi oficjalny dodatek do The Sims ukazała się Balanga, nastawiona głównie na dostarczenie Simom różnorodnych rozrywek. Dzięki nowym: postaciom, działaniom, stylom architektonicznym, przedmiotom czy muzyce, mamy możliwość organizowania wystawnych i zwariowanych przyjęć, na które zapraszamy przyjaciół i sąsiadów. Możemy przebudować dom na rancho z Dzikiego Zachodu, egzotyczną wyspę czy „undergroundowy” klub.
W każdym ze stylów tematycznych mamy dostępne inne rodzaje kostiumów czy dekoracji, dzięki którym tworzy się odpowiedni nastrój zabawy. Możemy wybudować salę taneczną i oglądać jak nasze Simy bawią się w rytmach specjalnie przygotowanej muzyki. Na wystawne przyjęcia wynajmujemy obsługę kelnerów i barmanów serwujących drinki gościom lub rozładowujemy atmosferę kupując mechanicznego byka lub striptizerkę w torcie. Wprowadzono nowe zabawy grupowe, dzięki którym Simy bawią się razem przy ognisku lub grają w scrabble.

The Sims: Randka
producent: Maxis
wydawca: Electronic Arts Inc.
dystrybutor PL: Cenega Poland
zobacz: pomoc techniczna dystrybutora
kategoria: strategiczne/logiczne
Data Premiery:
Świat: 14 listopada 2001
Polska: 29 listopada 2001
wymagania wiekowe: 12+
nośnik: 1 CD | cena: 79 PLN
Rozsądne wymagania sprzętowe:
Pentium II 300MHz, 64MB RAM, 4MB akcelerator 3D.

Opis Gry
Trzeci dodatek do The Sims, przebojowej symulacji wirtualnego życia firmy Maxis. Pozwala on Simom na całkowicie nowe doznania związane tym razem ze stosunkami męsko-damskimi, czyli po prostu randkami. Pojawiają się nowe twarze, zainteresowania, romantyczne obiekty, oraz całkowicie nowy obszar działania – Starówka, wypełniona restauracyjkami, sklepami i parkami. Dodatek wzbogaca podstawową grę The Sims o ponad 100 nowych obiektów, włączając w to piknikowy kosz, romantyczny tapczanik czy seksowną wanienkę, wszystko po to by wprowadzić romantyczny nastrój dla naszych ulubieńców.
The Sims: Hot Date pozwoli nam wcielić się w rolę swatki dla Simów. Gracze będą mogli umawiać swoich Simów na randki, lub też próbować szczęścia w komputerowym biurze matrymonialnym. Wszystko jest możliwe - zaczynając od kolacji przy świecach, drinka przy barze, aż po randkę w parku. Jak tylko nasz Sim wyjdzie na spacerek z tym kimś specjalnym, wokół niego zaczną się dziać różne ciekawe rzeczy i zdarzenia, przez co możliwy jest nawet mały flircik z przygodnie napotkanym

The Sims: Wakacje
producent: Maxis
wydawca: Electronic Arts Inc.
dystrybutor PL: Cenega Poland
zobacz: pomoc techniczna dystrybutora
kategoria: strategiczne/logiczne
Data Premiery:
Świat: 26 marca 2002
Polska: 17 kwietnia 2002
wymagania wiekowe: 12+
nośnik: 1 CD | cena: 79 PLN
Rozsądne wymagania sprzętowe:
Pentium II 266MHz, 64MB RAM, 4MB akcelerator 3D

Opis Gry
The Sims: Vacation to czwarty już dodatek (po The Sims: Livin Large, The Sims: House Party i The Sims: Hot Date) do słynnej symulacji ludzkiego życia The Sims. Pozwala graczom wyprawić całą swą wirtualną rodzinkę na wakacje. Simsy mogą spędzić urlop w trzech różnych miejscach, tj. w ośnieżonych górach, na pięknych i słonecznych plażach oraz na kempingu z lesie. Celem gry jest oczywiście wypoczynek, dlatego też nasi bohaterowie mogą m.in. grać w piłkę plażową, jeździć na snowboardzie oraz łowić ryby. W sumie The Sims: Vacation zawiera ponad 120 nowych obiektów, nowe postacie Simsów, nowe rodzaje kontaktów międzyludzkich oraz nowe czynności które mogą wykonywać Simsy.

The Sims: Zwierzaki
producent: Maxis
wydawca: Electronic Arts Inc.
dystrybutor PL: Cenega Poland
zobacz: pomoc techniczna dystrybutora
kategoria: strategiczne/logiczne
Data Premiery:
Świat: 23 września 2002
Polska: 01 października 2002
tryb gry: single player
wymagania wiekowe: 12+
nośnik: 1 CD | cena: 79 PLN
Rozsądne wymagania sprzętowe:
Pentium II 450MHz, 128MB RAM, 4MB akcelerator 3D.

Opis Gry
The Sims: Zwierzaki to piąty już dodatek do słynnej symulacji ludzkiego życia The Sims. Jak wynika z samej jego nazwy, wnosi on do życia naszych simsów zwierzęta, tzw. domowych pupili i najlepszych przyjaciół człowieka. Są to m.in. psy, koty, kanarki, rybki akwariowe, jaszczurki, żółwie, itd. Wiąże się to oczywiście z całą masą nowych obowiązków, dla przykładu: wyprowadzaniem psów na spacer i wymianą wody w akwarium; oraz z nowymi problemami typu poszarpana wersalka przez naszego 100kg psa obronnego czy posikany fotel przez młodego, niewychowanego kota. Dzięki zwierzętom poszerza się zakres tematów na które możemy rozmawiać z innymi simsami, co owocuje nowymi przyjaźniami z właścicielami zwierząt domowych.
W The Sims: Zwierzaki pojawia się 5 nowych ścieżek zawodowych i 50 nowych rodzajów pracy. Nasz sims może m.in. stać się weterynarzem, geniuszem kulinarnym, odkrywać świat mody, a także występować w cyrku. Do gry dodanych zostało trzydzieści nowych budynków i obiektów, jak domy, parki, kafejki, restauracje, sklepy zoologiczne, markety; oraz ponad 125 przedmiotów codziennego użytku. Ostatnią większą nowością jest ogrodnictwo. Simsy mogą uprawiać ogródek i hodować różnego rodzaju jarzyny i owoce. Dojrzałe efekty uprawy mogą zostać później skonsumowane bądź sprzedane na targu. Ponadto w dodatku zawarto szereg innych, pomniejszych nowości, jak nowe skiny, wystroje wnętrz, itp.

The Sims: Gwiazda
producent: Maxis
wydawca: Electronic Arts Inc.
dystrybutor PL: Cenega Poland
zobacz: pomoc techniczna dystrybutora
kategoria: strategiczne/logiczne
Data Premiery:
Świat: 12 maja 2003
Polska: 27 maja 2003
tryb gry: single player
wymagania wiekowe: 12+
nośnik: 2 CD | cena: 89,90 PLN
Rozsądne wymagania sprzętowe:
Pentium II 450MHz, 128MB RAM, 4MB akcelerator 3D, 1.6 GB HDD.

Opis Gry
The Sims: Superstar to kolejny tytuł z niezwykle popularnej serii The Sims, będącej w istocie symulacją ludzkiego życia. Za jego sprawą przed naszym simem otworzy się kariera gwiazdy filmowej, super modelki lub słynnej piosenkarki. Każda licząca się super gwiazda musi posiadać swojego agenta, nie inaczej jest w The Sims: Superstar. Jegomość ten wprowadzi nas w arkana świata show biznesu, a to czy zdobędziemy uznanie i podziw innych czy też będziemy jedynie niewielkim epizodem, który zostanie w mgnieniu oka zapomniany, zależy tylko od nas. Poza szeregiem nowych cech związanych z życiem gwiazd dodatek ten wprowadza całkowicie nową możliwość, mianowicie po raz pierwszy w historii serii gier The Sims gracz może udać się za swoim pupilem do jego miejsca pracy (specjalnie do tego celu stworzona lokacja „Studio Town”) i na własne oczy przekonać się jak radzi sobie jego supergwiazda i jak odbierana jest przez inne osoby.
Różne możliwości poprowadzenia swojej kariery jako: gwiazda filmu i telewizji, słynna piosenkarka, ceniony projektant mody, itd.
Nowy wskaźnik („fame score”) określający popularność, jaką cieszy się wśród innych nasz sim.
Specjalni asystenci z branży (projektant mody, producent muzyczny, reżyser filmowy) komentujący przebieg naszej kariery.
Wszędobylscy paparazzi, tłumy fanów a nawet niezrównoważeni wielbiciele oraz wiele innych mniej lub bardziej przyjemnych elementów ściśle związanych z życiem gwiazdy.
Cała masa nowych elementów wyposażenia domu, które przemienią zwykłe mieszkania w rezydencje wielkich gwiazd.
Personel do wynajęcia – nasz sim nie połamie już sobie staranie wypielęgnowanych paznokci wykonując zwykłe czynności domowe.
Przywileje gwiazd, np. uzdrowisko wyposażone w takie atrakcje jak kąpiele błotne, łaźnia parowa, bar tlenowy, itp.
I wiele innych elementów nierozłącznie związanych z byciem słynną osobą.

The Sims Abrakadabra
producent: Maxis
wydawca: Electronic Arts Inc.
dystrybutor PL: Electronic Arts Polska
zobacz: pomoc techniczna dystrybutora
kategoria: strategiczne/logiczne
Data Premiery:
Świat: 29 października 2003
Polska: 04 listopada 2003
tryb gry: single player
wymagania wiekowe: 12+
nośnik: 3 CD | cena: 79 PLN
Rozsądne wymagania sprzętowe:
Pentium II 450MHz, 128 MB RAM, 16 MB akcelerator 3D, 1.3 GB HDD.

Opis Gry
Siódmy i zarazem ostatni dodatek do pierwszej częsci The Sims wprowadzający do świata simów całkowitą nowość... magię!. Po zainstalowaniu The Sims Makin Magic nasz sim otrzymuje możliwość rzucania szeregu różnorodnych czarów, w tym wzmacniających uczucia jakim darzą go inni simowie, jak i uprzykrzających życie znienawidzonym sąsiadom (zamiana w żabę) czy też pomagających wykonać mu codzienne nużące obowiązki (np. ugotować obiad czy posprzątać w kuchni). Sim może uczyć się kolejnych zaklęć studiując rodzinną księgę czarów, wykonując szereg zadań czy rozwiązując zagadki zadane mu przez specjalne nowe postacie Questing NPC, a także miksując ze sobą poszczególne zaklęcia i tworząc tym samym nowe. Jeżeli jednak nie uda mu się rzucić czaru będzie musiał uporać się z efektami ubocznymi jakie są tego konsekwencją, np.: plaga ropuch czy uderzenia piorunów.
W The Sims Makin Magic pojawia się nowa lokacja Magiczne Miasto, do której można się dostać przez specjalne portale. W mieście tym simowie mogą szkolić się w magii, uczyć nowych trików, np. lewitacji, hipnozy, czy zamiany przedmiotów w żywych pomocników, i toczyć pojedynki, za wygranie których otrzymają magiczne monety (tzw. MagiCoins). Za monety te można kupować specjalne składniki, z których tworzy się czary. W Magicznym Mieście znajdziemy szereg sklepów z owymi składnikami oraz dużo innych miejsc i atrakcji, np. Fun House, Haunted House, Side Show, Spook Show, Magic Dueling Arena, Magic Trick Table. Pojawiają się też urządzenia i miejsca zaspokajaące potrzeby żywieniowe simów (Popcorn Maker, Cotton Candy Stand oraz Ghoul-ash Cart) oraz nowe przedmioty (m.in.: Wand Charger, Charm Maker, Faerie Toy Box, Magic Crystal, Dragon Nest).
Dodatek zawiera ponad nowych 150 elementów i przedmiotów, takich jak: nowe podłogi, ściany, nowe skiny postaci, nowe potrawy, nowe wystroje otoczenia, itp. Pojawiają się nowe postacie (duchy, mumie, zjawy i upiory), specjalne questy, śródziemnomorski wystrój kuchni, a także możliwość pieczenia ciasteczek, pasztecików czy chleba, hodowania krzewów winorośli i następnie wykonywania z ich owoców różnych nalewek oraz wiele innych dodatków związanych z nowym elementem świata gry, tj. magią.

Hasło : boards.sbdesigning.com
***

Niedzielny poranek zapowiadał się ciepło i słonecznie. Dzień był idealny na wyjście do Hogsmeade, na które wszyscy, począwszy od trzecioklasistów, czekali z niecierpliwością i podekscytowaniem. Śniadanie minęło na rozmowach i dokładnemu planowaniu dnia w wiosce czarodziejów.
— Ron, rusz się! — krzyknęła Hermiona z pokoju wspólnego.
— Już idę. — Wywrócił oczami, schodząc po schodach. — Co ona taka niecierpliwa? — dodał, szepcząc do ucha Harry'ego.
— Nie mam pojęcia. — Wzruszył ramionami. — Choć ostatnio wydawała się być wyraźnie szczęśliwa.
Rudzielec spojrzał na dziewczynę, która zapinała kurtkę. Podeszła do nich i chwyciła obu chłopców za rękawy.
— Naprawdę powinniśmy już iść — dodała z podekscytowaniem.
— Gdzie ci się tak spieszy? Umówiłaś się, czy co? — Zachichotał i dziewczyna zarumieniła się lekko, co nie umknęło uwadze Harry'ego. Brunet zmarszczył brwi.
— A co cię to obchodzi? — Wzruszyła ramionami. — McGonagall będzie zła, jak się spóźnimy. Wiecie przecież, że mamy eskortę do Hogsmeade i nauczyciel nie będzie na nas czekał.
— Tak, wiemy — przyznał rudzielec i ruszył do wyjścia.
Portret zamknął się za nimi.
— Całe szczęście, że nie idzie z nami ten nietoperz. — Ron wyszczerzył się.
— Och, daj spokój — zirytowała się Hermiona.
— Nie wiem czy nie wolałbym jego niż Karkowicha — odparł Harry.
— Coś ty taki cięty na tego faceta? — Rudzielec spojrzał na niego wyraźnie zaskoczony. — Przecież nie możesz woleć Snape'a od niego?
Na temat tego, kogo by wolał, to nie zamierzał się wypowiadać. Jednak faktem było, że nie ufał nowemu nauczycielowi Obrony. Nieważne jak byłby miły czy sprawiedliwy.
— Lepiej się ruszajmy, bo McGonagall naprawdę się wścieknie — odparł brunet, kierując się do wyjścia.
Pozostała dwójka przytaknęła i wyszła z wieży Gryffindoru. Skierowali się na dziedziniec szkolny, gdzie czekało już sporo uczniów i kilku nauczycieli, którym wcześniej zostali przydzieleni studenci. Oczywiście tylko ci, co posiadali zezwolenie rodziny czy opiekunów na wyście poza teren szkoły. Grupa Gryffonów przypadła profesorowi od Obrony. Po sprawdzeniu obecności wszyscy grupkami udali się do Hogsmeade.

W wiosce, po ustaleniu godziny i miejsca spotkania, uczniowie rozeszli się. Harry, Ron i Hermiona po skończeniu zakupów postanowili wpaść do "Trzech Mioteł" na piwo kremowe. W barze było duszno i gwarno. Kelnerzy i kelnerki uwijali się między stolikami zaskakująco sprawnie i szybko. Gryfoni z zaskoczeniem stwierdzili, że wystrój wnętrza zmienił się od ich ostatniej wizyty. Przybyło więcej stołów i krzeseł. Barek wydawał się być szerszy i obsługiwało go dwóch barmanów. W samym kącie stał wysoki kominek z czerwonej cegły, w którym palił się ogień. Przed paleniskiem leżał ogromny, miękki dywan. Bawiła się na nim piątka dzieci w wieku od czterech do siedmiu lat. Obok stały stoliki, przy których prawdopodobnie siedzieli ich rodzice. Od czasu do czasu zerkali w kierunku swoich pociech. Dzieci jednak wydawały się być pochłonięte zabawą i nie zdawały się dostrzegać troskliwego wzroku swoich opiekunów. Jedna z bawiących się dziewczynek, ciemnowłosa, o niebieskich oczach, starała się pochwycić złote i srebrne rybki, które czasami wyskakiwały ze zmieniającego co jakiś czas swoją barwę dywanu. Gdy się jej to udało, to w jej ręce zamieniały się one w cukierki.
— Czyż nie są rozkoszne? — powiedziała Hermiona, zapatrzona w roześmiane twarze dzieci.
— Tak — przytaknął Harry. — Mają szczęście. Nie mają pojęcia, że wokół nich panuje wojna.
Hermiona westchnęła ze smutkiem.
— Masz rację.
— Ale miałaś nam o czymś powiedzieć — odparł Harry, opierając się o oparcie krzesła.
— A, racja!
Wyraźnie rozpromieniała na twarzy.
— O czym? — zainteresował się rudzielec, sięgając po kruche ciasteczka znajdujące się w płaskim koszyku na stole.
— Od listopada, zaraz po Święcie Duchów, rozpoczynam dodatkowe lekcje eliksirów.
Ron zakrztusił się herbatnikiem i brunet musiał go klepnąć w plecy. Sam zaś z zainteresowaniem przyglądał się dziewczynie.
— Że jak? — zapytał zszokowany rudzielec, gdy był już w stanie przemówić. — Nie mówisz poważnie?
— Jak najbardziej. — Zmarszczyła brwi. — W przyszłości chcę ubiegać się o tytuł Mistrzyni Eliksirów.
— Zamierzasz spędzać swój wolny czas z tym nietoperzem?! Całkowicie oszalałaś. Snape się na to zgodził?
— Tak — przyznała ze spokojem. — W pierwszej chwili miałam wrażenie, że mnie wyrzuci ze swojego gabinetu, ale był bardzo opanowany. Patrzył na mnie bez słowa, a następnie powiedział, że warto spróbować.
— Gratuluję, Herm — odezwał się Harry, uśmiechając. — To naprawdę wspaniała wiadomość. Ciszę się, że w końcu zdecydowałaś się zaryzykować i go o to zapytać.
— Dzięki.
— Ty o tym wiedziałeś? — Rudzielec spojrzał na niego z wyrzutem. — I nie odwiodłeś jej od tego pomysłu?
— Ron! — syknęła dziewczyna. — To moja szansa i nie zamierzam jej zmarnować.
— Ale Snape…
— Jest wspaniałym Mistrzem Eliksirów. Nikt nie we na ich temat tyle, co on i zamierzam skorzystać z jego wiedzy, jeżeli mam taką możliwość. A skoro się zgodził na te zajęcia, to znaczy, że mogę sobie poradzić. Profesor Snape nie przecenia zdolności swoich uczniów.
— No dobrze, nie złość się. — Spojrzał na nią przepraszająco. — Najpierw Harry, a teraz ty. Ten facet krąży nad nami jak cień. Dobrze, że ja już nie muszę chodzić na eliksiry.
Hermiona wywróciła oczami i wzięła kufel z piwem. Harry spojrzał na zakłopotanego Rona i zdecydował się zostawić ich na chwilę samych. Wstał od stolika i skierował się do barku, aby zamówić kolejne piwo.
— O co ci tak naprawdę chodzi, Ron? — zapytała spokojnie.
— Cóż, nie będziemy ze sobą spędzać już tyle czasu, co wcześniej. Nasze palny lekcji się różnią. Harry ma dodatkowe zajęcia ze Snape'em, a teraz jeszcze i ty.
— To normalne. Nie jesteśmy już dziećmi. Mamy teraz więcej obowiązków, ale to nie znaczy, że z tego powodu nasza przyjaźń się ma rozpaść. Zawsze trzymaliśmy się razem i tak będzie nadal — dodała, kładąc swoją rękę na jego.
Rudzielec zarumienił się lekko.
— Ja chciałem zapytać… Herm…
— Hermiona…
— Wiktor! Jednak udało ci się wyrwać.
Szybko wstała od stolika i pocałowała przybyłego delikatnie w usta. Chłopak odwzajemnił powitalnego całusa i przytulił ją na moment. Harry, który właśnie doszedł do stolika z kuflem w ręce, i Ron patrzyli na nich w wyraźnym zaskoczeniu. Rudzielec wyglądał jak ryba z otwartymi ustami i tępym wzrokiem utkwionym w Krumie. Harry pierwszy otrząsnął się z szoku i spojrzał niepewnie na rudzielca. Szturchnął go łokciem i chłopak zamknął usta. Jego twarz była spięta, a w niebieskich źrenicach pojawiła się niechęć, gdy spostrzegł jak ręka Wiktora, która spoczywała na pasie dziewczyny, wyraźnie nie miała zamiaru zmienić swojego położenia.
— Harry. — Krum podszedł do bruneta, uwalniając dziewczynę z objęcia.
— Dawno się nie widzieliśmy.
Gryfon uśmiechnął się do niego przyjaźnie i wyciągnął dłoń na powitanie.
— Tak, od roku. — Wiktor odparł uprzejmym tonem i spojrzał w kierunku Rona, do którego również wyciągnął rękę.
Rudzielec uścisnął ją, choć zrobił to niechętnie. Krum uśmiechnął się nieśmiało i obchodząc stół, odsunął krzesło, na którym ponownie usiadła dziewczyna. Sam sobie dosunął jeszcze jedno, zajmując miejsce obok niej. Panująca chwilowo napięta atmosfera znikła i Harry z entuzjazmem dołączył się do rozmowy, znajdując z łatwością wspólne tematy z Wiktorem. Jedynie Ron wydawał się nie brać zbyt aktywnego udziału w konwersacji. Był raczej biernym obserwatorem z lekko nadąsaną miną. Brunet po kilku niezbyt udanych próbach wciągnięcia go do poruszanych tematów zrezygnował z tego zamiaru.
Nie minęła nawet godzina, a Harry dopił swoje piwo i skinął na kelnerkę, aby podała mu rachunek.
— Nie zamawiasz nic więcej? — zapytała Hermiona.
— Nie. Muszę was opuścić — odparł, wstając od stołu i uśmiechnął się przepraszająco do zebranych. — Mam jeszcze wstąpić do księgarni Madam Vince, a mogę nie zdążyć przed powrotem do Hogwartu.
— W porządku. — Wiktor skinął głową na pożegnanie. — Było miło cię widzieć.
— Ciebie również. Ron, może dotrzymasz mi towarzystwa? — zapytał brunet, spoglądając na rudzielca, który wpatrywał się chłodnym wzrokiem w parę siedzącą naprzeciwko niego.
— Myślę, że jeszcze tu zostanę — odparł, nie patrząc na Harry'ego.
— Pomógłbyś mi coś wybrać — dodał brunet bardziej z naciskiem.
Rudzielec odwrócił się do niego z lekkim rozdrażnieniem.
— Poradzisz sobie. Wiesz, że nie lubię księgarń i chodzę tam tylko wtedy, kiedy muszę.
Tępak, pomyślał Harry z politowaniem i spojrzał na Hermionę przepraszająco. Dziewczyna nie odpowiedziała, jedynie westchnęła i chwyciła Wiktora za rękę.
— Spotkamy się na umówionym miejscu — odezwała się.
Harry skinął głową. Założył płaszcz i wyszedł z baru, kierując się w stronę księgarni. Na zewnątrz było przyjemnie ciepło, jedynie lekki, jesienny wiatr kołysał koronami drzew rosnących w pobliskim parku, który mijał. Czarodzieje wychodzili ze sklepów z torbami zakupów, albo przechadzali się uliczkami. Co chwila w polu widzenia Harry'ego pojawiali się jacyś uczniowie z Hogwartu, a nawet miał wrażenie, że widział profesor Hooch wchodzącą do sklepu z miotłami. Na wystawie był najnowszy model Nimbusa. Westchnął. Nie miał na to czasu. Zresztą, mecze zostały odwołane i nowa miotła nie była mu już potrzebna.
Skręcił w uliczkę za rogiem i stanął przed księgarnią. Na wystawie wisiały plakaty nowego Ministra Magii, a raczej pani minister. Szatynka, około czterdziestu pięciu lat, siedziała w fotelu i poprawiała okulary, które zsuwały się jej z nosa. Uśmiechała się przyjaźnie i wskazywała na migoczące napisy u dołu ogłoszenia. Harry musiał przyznać, że kobieta wyglądała całkiem sympatycznie i wzbudzała zaufanie. Dopiero dwa dni dzierżyła urząd, a już w każdym czasopiśmie artykuły opisywały jej życie osobiste i plany modernizacji ministerstwa, które niektórym się podobały, a innym nie. Komentarzy i wywiadów na ten temat było więcej niż informacji o nowych atakach Śmierciożerców, które zajmowały ostatnie strony gazet.
Gryfon pchnął drzwi księgarni, uruchamiając przy tym dzwonek imitujący śpiew kosa. W środku było ciepło i przytulnie. Pachniało starymi książkami i pergaminami. W rogu, koło szeregu regałów, na których znajdowało się mnóstwo książek z różnych dziedzin, znajdowała się lada, za którą siedziała starsza, niska i trochę otyła kobieta. Ubrana była w fioletową szatę, która idealnie pasował do jej ciemnoniebieskich oczu.
— W czymś pomóc, młody człowieku? — zapytała, uśmiechając się.
Harry zawahał się.
— Chyba tak. Szukam coś na temat niewerbalnego rzucania zaklęć.
Kobieta spojrzała na niego z wyraźnym zaskoczeniem.
— Niewerbalnego? Na Merlina, do czego ci to, chłopcze, potrzebne? To wysoce zaawansowana magia.
— Ma pani coś na ten temat?
— No cóż. Myślę, że coś by się znalazło. — Zmarszczyła brwi.— Proszę za mną.
Harry podążył za kobietą, która prowadziła go pomiędzy regałami z książkami. W pewnym momencie miał wrażenie, że znajduje się w labiryncie i na moment stracił orientację w przestrzeni. Ze zdziwieniem stwierdził, że za sprawą magii tak mały sklepik może stać się ogromną halą. Uśmiechnął się. Ten czarodziejski świat ciągle zaskakiwał go czymś nowym. Sprzedawczyni zatrzymała się przed jednym z działów i machnęła różdżką, mamrocząc zaklęcie. Po chwili z półek wyfrunęły księgi, które wylądowały na stoliku.
— Jaki to ma być rodzaj zaklęć?
— Defensywne i ofensywne — odparł Harry.
— W takim razie… myślę, że te dwie książki będą dość przydatne. — Wskazała ręką na stos i w jej dłoni pojawiły się dwa okurzone tomy oprawione w brązową skórę. — Magia Niewerbalna wiąże się ściśle z Magią Bezróżdżkową. Dlatego jest bardzo niebezpieczna i wymaga ogromnej koncentracji i opanowania. Dorośli czarodzieje wykorzystują tylko niewielki jej zakres. Najprostsze zaklęcia i uroki.
— Wezmę je — odparł.
— Jak sobie życzysz.
Harry zapłacił i wyszedł z księgarni. Nawet nie zauważył, jak zza jednego z regałów wyszedł profesor Karkowich. Mężczyzna zmarszczył brwi, wpatrując się na znikającego za drzwiami chłopaka. Podszedł do sprzedawczyni i podał jej książkę, którą zamierzał kupić. Zamieniwszy z nią kilka zdań, również wyszedł z księgarni.
Gryfon poprawił płaszcz i zdając sobie sprawę, że jest już późno, skierował się na umówione miejsce. Miał książki, których szukał. Nie było ich w bibliotece szkolnej. Znalazł w niej jedynie trochę na temat tej dziedziny magii. Jednak tamte wydania były niezbyt jasno napisane i odniósł wrażenie, jakby autorzy niebardzo wiedzieli, o czym pisali. Miał nadzieję, że przynajmniej w tych znajdzie coś więcej, lub jakieś wskazówki na temat kontrolowania mocy.
Skręcił w najbliższą uliczkę, przyspieszając kroku. Nagle jego ciało wypełnił niepokój.
— Potter!
Harry odwrócił się i w ostatniej chwili odskoczył w bok, unikając zielonego promienia, który, mijając go zaledwie o kilka centymetrów, uderzył w stragan stojący na chodniku.
— Expelliarmus! Drętwota!
Dwa równocześnie wypowiedziane zaklęcia, Harry'ego i Karkowicha, uderzyły w mężczyznę w kapturze, który stał koło fontanny. Siła obu zaklęć odrzuciła go do tyłu i upadł na plecy wpuszczając różdżkę z ręki.
— Linum.*
Srebrne linie, które wystrzeliły z różdżki profesora, natychmiast owinęły ciało napastnika. Zanim Harry się spostrzegł, razem ze swoim nauczycielem stał nad unieruchomionym mężczyzną.
— Mało brakowało, panie Potter — odparł Karkowich.
— Tak — przyznał chłopak, marszcząc brwi. W jego zielonych oczach pojawiła się pogarda i nienawiść, gdy patrzył na nieprzytomnego Śmierciożercę. — Powinienem był być bardziej ostrożny.
— Panie Potter, pan nigdy nie będzie się czuł wystarczająco bezpieczny. — Karkowich spojrzał na niego szarymi i przyprawiającymi o dreszcze oczami. — Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie stał za pana plecami, czekając na odpowiedni moment, aby uderzyć.
Harry poczuł przeszywający chłód, który go wypełniał. Jego profesor miał rację. Cokolwiek by nie zrobił, to zawsze będzie Harrym Potterem. Nie ma znaczenia, po której stronie stanie. Jasna czy ciemna, to tak naprawdę nie ma znaczenia. Nawet, jeśli jakimś cudem pokona Voldemorta, to pojawi się na jego miejsce inna osoba, która będzie chciała pomścić śmierć swojego pana lub stać się kolejnym ciemnym czarodziejem. Ten przerażający wniosek na moment zmroził Harry'ego. Cokolwiek bym nie zrobił, to po żadnej stronie nie jestem bezpieczny...
Nauczyciel pochylił się i ściągnął z twarzy nieprzytomnego maskę, aby poznać tożsamość mężczyzny.
— Goyle — powiedział chłodno Gryfon.
Zgromadzeni ludzie, których obecności Harry nie zdawał się zauważyć, wstrzymali oddech i po chwili zaczęli szeptać. Nagle przez tłum przedarło się trzech aurorów, wezwanych prawdopodobnie przez kogoś z obserwujących całe zdarzenie.
— Rozejść się! — krzyknął wysoki, szczupły blondyn.
— Służby Aurorskie, proszę o spokój — odezwał się drugi mężczyzna. Harry rozpoznał w nim Kingsleya — Co tu się... Harry? — Spojrzał na niego zaskoczony, a następnie na leżącego Śmierciożercę, którym zajęło się już dwóch aurorów.
— Rzucił niewybaczalne — odparł Gryfon.
— Znajdźcie jego różdżkę — rozkazał Kingsley. — Nic ci nie jest, Harry?
— Nie.
— Chłopak miał szczęście — wtrącił się Karkowich. — Jest wyjątkowo spostrzegawczy.
— A pan jest...?
— Ivanov Karkowich. Jestem nauczycielem z Hogwartu.
— Ach, tak. — Wyciągnął rękę, aby uścisnąć dłoń mężczyzny i uśmiechnął się. — Dumbledore wspominał mi o panu. Miło mi poznać. Niestety muszę wam obu zadać kilka pytań, abym mógł sporządzić raport i...
— Niech cię szlag, gówniarzu! — krzyknął nagle Goyle, zwracając na siebie uwagę pozostałych. — Nie zasługujesz na to! Czarny Pan nie wie, co robi i zamierzam powstrzymać go od popełnienie poważnego…
— Drętwota — odparł Kingsley, a następnie spojrzał na dwóch aurorów z irytacją. — Który kretyn go ocucił? Znacie procedurę postępowania!
— Przepraszam — odezwał się blondyn, wyraźnie przestraszony.
— Natychmiast zabierzcie go do ministerstwa, nie potrzebuję tu więcej zamieszania. Tam już się z nim zajmą. Sprawdziliście różdżkę?
— Tak. Ostanie rzucone zaklęcie było uśmiercające.
— W porządku. Zabrać go. Spotkamy się na miejscu.
Po tych słowach jeden z mężczyzn wyciągnął świstoklik i cała trójka znikła.
— A pozostali się rozejść, nie macie tu już czego szukać — krzyknął w kierunku tłumu, który pomału i niechętnie zaczął się rozchodzić. — Mamy sporo nowicjuszy w służbach aurorskich — wyjaśnił Kingsley z westchnieniem. — Jeszcze sobie nie radzą z nowymi przepisami, ale nabiorą wprawy. Czasy są trudne, ludzi wykwalifikowanych jest mało, a pracy dużo. Zwłaszcza od kiedy mamy nową panią minister. Chce zreformować całe ministerstwo. Wprowadzić zmiany, za którymi zwyczajnie nie nadążamy. Ale to tak między nami. — Uśmiechnął się do Harry'ego. — Co tam się dzieje? — dodał, odwracając się za siebie, gdyż dobiegły go krzyki.
— Panie Kingsley! — Niski mężczyzna w zgniłozielonej szacie podbiegł do aurora. — Niech pan spojrzy na mój stragan. To skandal. Kiedy w końcu coś zrobicie, aby Śmierciożercy bezkarnie nie chodzili po ulicach?! W dodatku w biały dzień! — Mężczyzna krzyczał, wymachując rękami. Jego okrągła twarz była pokryta rumieńcami gniewu. — Kto zamierza mi za to wszystko zapłacić? Straciłem prawie cały towar.
— Proszę się uspokoić — odparł spokojnie auror, przywołując tym samym do porządku rozgniewanego sprzedawcę. Wsunął rękę do kieszeni szaty i wyciągnął z niej błyszczącą srebrem wizytówkę, na której to znikały, to pojawiały się słowa. — Niech pan się skontaktuje z którąś z tych osób. Zajmą się pana sprawą, jeżeli oczywiście towar był uprzednio ubezpieczony.
Niski jegomość prawie wyrwał mu z ręki wizytówkę z irytacją wypisaną na twarzy.
— Cholerne urzędasy — warknął do siebie na tyle głośno, że ci, co stali koło niego, słyszeli. Odwrócił się i ruszył w kierunku swojego straganu. Jeżeli chciał uzyskać odszkodowanie, to musiał wezwać jednego z agentów ubezpieczeniowych, aby oszacował straty. Wolał to zrobić od razu, zanim ktoś rozkradnie jego towar. Albo raczej to, co z niego zostało.
— To przerażające, jak teraz ludzkie życie traci na wartości — odparł Kingsley, spoglądając na Harry'ego i Karkowicha, którzy obserwowali całe zdarzenie z zainteresowaniem. — Człowiek o mało nie stracił życia, a tacy jak on martwią się materialnymi rzeczami. Świat staje na głowie.
— Tak, ma pan rację — odparł w końcu Karkowich. — Jednak byłbym wdzięczny, gdybyśmy spisali nasze zeznania, bo muszę odprowadzić uczniów do szkoły. Robi się już późno.
— Racja. — Z roztargnieniem wyciągnął samopiszące pióro i kawałek pergaminu. — To potrwa tylko chwilę. Więc, jeśli mogę prosić...

W mniej więcej tym samym czasie…

— Ron, jestem na ciebie wściekła! — krzyknęła Hermiona, wychodząc z baru i kilka osób na ulicy obróciło się w ich kierunku. — Jak mogłeś być tak niemiły dla Wiktora?
— Wcale nie byłem niemiły. — Wzruszył ramionami, zapinając kurtkę.
— Oczywiście, że nie. — Spojrzała na niego z irytacją. — Skoro go nie lubisz, to po co z nami zostałeś? Czy nawet przez chwilę nie pomyślałeś, że chciałabym z nim porozmawiać sam na sam?
Rudzielec się skrzywił.
— Jesteś dziewczyną. To niebezpieczne zostawać z takim facetem.
— Co masz na myśli?
— Jest z Durmstrangu. Wiesz, że tam uczą Czarnej Magii. Może jest już na usługach sama Wiesz Kogo. Nie znasz go zbyt dobrze.
— Wiesz co? Jesteś beznadziejny. — Spojrzała na niego z politowaniem. — Następnym razem mam nadzieję, że okażesz się na tyle taktowny, że zostawisz nas samych.
— Następnym razem? — Spojrzał na nią zaskoczony.
— Tak — odparła chłodno. — Wiktor dostał pracę w ministerstwie. Jest aurorem, więc będziemy mogli się częściej spotykać.
— Pracę? — Oczy Rona rozszerzyły się z niedowierzania. — W Anglii?
— Tak.
— Ale Krum jest ścigającym! — Wykrzyknął ze zdumienia.
— Nie wydzieraj się tak — syknęła, pociągając go za rękaw, gdy zobaczyła, że dwie młode czarownice spojrzały w ich kierunku z wyraźnym zainteresowaniem. Hermiona posłała im lodowate spojrzenie i dziewczyny, wzruszając ramionami, skierowały się w stronę sklepu z szatami. — Po prostu doszedł do wniosku, że są ważniejsze rzeczy niż bezsensowne uganianie się za zniczem. Dobrze by było, abyś również i ty to zrozumiał i wydoroślał wreszcie — dodała, przyspieszając kroku, gdyż było już późno, a z nauczycielem byli umówieni na siedemnastą.
— Wydoroślał? O czym ty mówisz? — Spojrzał na nią z oburzeniem, przystając.
Dziewczyna jednak już nie zwracała na niego uwagi, ponieważ dostrzegła Harry'ego i profesora Karkowicha, którzy rozmawiali z kimś. Po chwili rozpoznała w tej osobie Kingsleya. Przyspieszyła, gdy zobaczyła spalony stragan. Ron wydawał się również to zauważyć.
Kingsley uścisnął dłoń Karkowicha i Harry'ego, a następnie, korzystając ze świstoklika, zniknął.
— Harry? — Ron podbiegł do niego. — Co się stało?
— Panie Weasley, to nieodpowiedni moment — wtrącił się profesor, wskazując na uczniów, którzy zaczęli się schodzić. — Będziecie mieć na to czas, jak wrócicie do zamku.
Ron nie wyglądał na zadowolonego, ale skinął głową, przytakując. Hermiona jedynie spojrzała na Harry'ego z lekkim zaniepokojeniem, a następnie jej wzrok powędrował w kierunku straganu, gdzie mały człowieczek wymachiwał rękami i coś tłumaczył jakiemuś wysokiemu mężczyźnie, który wszystko notował i co chwila kiwał potakująco głową z zadziwiającym spokojem.

***

— Albusie, widziałeś to? — Snape podał gazetę dyrektorowi.
— Oczywiście, że widziałem — odparł starszy mężczyzna, przeglądając pierwszą stronę wieczornego dodatku do "Proroka Codziennego". Na fotografii widniało trzech ludzi — Kingsley, Karkowich i Potter. Cała trójka wydawała się być nieświadoma, że ktoś robił im zdjęcie. U dołu strony znajdował się obszerny artykuł o ataku Śmierciożercy na Harry'ego Pottera.
— Mówiłem, że chłopak powinien dostać zakaz opuszczania zamku — Snape powiedział z wyraźnym rozdrażnieniem w głosie.
— Severusie, jesteś zbyt wzburzony. — Dyrektor spojrzał na niego łagodnie znad połówek okularów, kładąc gazetę na blacie biurka. — Mówiłem ci, że nie mogę go trzymać w zamknięciu. Poza tym, Ivanov miał go cały czas na oku, prosiłem go o to.
— Ivanov? — Mistrz Eliksirów prychnął sarkastycznie, opadając w miękki fotel. — Po prostu pięknie.
— Nie wydaje ci się, że przesadzasz z tą niechęcią? — Dumbledore odparł ciepło i wyczarował dwie filiżanki herbaty. — Wiem, że nie darzysz sympatią tych, którzy objęli stanowisko nauczyciela Obrony. Sam od wielu lat chcesz nauczać tego przedmiotu. — Dumbledore uniósł dłoń, nie pozwalając Severusowi, aby mu przerwał. — Jako jedyny masz doskonałe kwalifikacje i doświadczenie praktyczne z tą dziedziną magii w każdym, dokładnie każdym jej aspekcie. Jednak z pewnych i dość istotnych powodów nie mogę dać ci tej posady. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
— Mówisz mi to co roku — odparł Snape z ledwie wyczuwalnym wyrzutem w głosie, ale jego twarz wyrażała zmęczenie i rezygnację. — Jednak w tym momencie nie o to mi chodzi. Nie podoba mi się ten facet i nie mam do niego za Knuta zaufania.*
— Severus, ty przecież nikomu nie ufasz. — Starszy czarodziej uniósł lekko brwi w wyraźnym rozbawieniu. — Śmiem nawet twierdzić, że to dotyczy również mojej osoby.
— Albus! – wybuchnął mężczyzna, ale zaraz uspokoił się. Przecież nie było sensu zaprzeczać oczywistym faktom, o których Dumbledore doskonale wiedział. — Być może masz rację, ale tylko dzięki temu jeszcze żyję. Ufam ci, ale nic na to nie poradzę, że jestem ostrożny. Nawet w stosunku do ciebie. Nie ukrywam tego.
— Nie musisz się tłumaczyć. Twoja ostrożność jest całkowicie uzasadniona. Cenię twoją szczerość, jak i opinie — odparł czarodziej miękko i uśmiechnął się. — Ja ufam ci całkowicie, wiesz o tym.
— Tak, wiem — westchnął Snape i sięgnął po filiżankę herbaty. Nie podobało mu się to. Wiedział, że Albus darzy go pełnym zaufaniem, nie musiał mu tego mówić. Tym bardziej czuł się nieswojo i niepewnie. Nikt wcześniej nie okazał mu tyle ciepła, dobroci i wsparcia, co ten inteligentny i czasem naprawdę dziwny staruszek. Był dla niego prawie jak ojciec, którego nigdy nie miał. Odsunął jednak tę zaskakującą myśl i spojrzał w jasnoniebieskie oczy, które patrzyły na niego przyjaźnie. — Ale, wracając do tematu Pottera… — zaczął, odstawiając filiżankę ponownie na spodek.
— Tak?
— Myślałeś nad tym, o czym ostatnio rozmawialiśmy?
— Masz na myśli jego wniknięcie w umysł Voldemorta?
Snape spiął się.
— Tak. Jak już mówiłem, Czarny Pan na ostatnim zebraniu nic nie wspominał o Potterze. Więc jest szansa, że nie odkrył tej zdolności. Chłopak ma przewagę.
— To prawda — przyznał Dumbledore, marszcząc brwi. — Choć mnie to raczej martwi.
— Martwi?
— Harry nie powinien wchodzić do jego umysłu. Mógłby natrafić na coś, na co nie powinien. Nie możemy sobie pozwolić na więcej komplikacji i pytań. To byłoby niebezpieczne.
— Komplikacji? Pytań? — Snape spojrzał na niego zaskoczony. — Na Merlina, o czym ty mówisz?
— On ci ufa. Postaraj się go trzymać z daleka od umysłu Voldemorta — odparł Dumbledore z wyraźnym naciskiem w swoim głosie.
— Albusie, o co w tym wszystkim chodzi?
— Obiecaj.
Snape spojrzał na niego z wyraźną irytacją.
— Dobrze — odparł przez zaciśnięte zęby.
— Severus.
Dumbledore spojrzał na niego przepraszająco.
— W porządku — westchnął Snape z rezygnacją. Nie było sensu wypytywać Albusa o nic więcej. Jeżeli uważał, że nie powinien o czymś mówić, to i tak nie powie.
— Dziękuję. — Uśmiechnął się ciepło dyrektor.
W kominku coś trzasnęło i wyszła niego średniego wzrostu, szczupła kobieta w okularach. Ubrana była w elegancką, czarną sukienkę z granatowymi wstawkami przy szerokich rękawach i wąskim pasie. Jej brązowe włosy były upięte w luźny kok, z którego kilka kosmyków opadało swobodnie na jej szyję.
— Dobry wieczór, Dumbledore — odezwała się, wychodząc z kominka. — Czyżbym przybyła za wcześnie?
— Pani minister — odparł Dumbledore i wstał zza swojego biurka. Podszedł do kobiety i pocałował ją w rękę. Lekko się zarumieniła. — Tak piękne damy są mile widziane o każdej porze. I jest pani punktualnie, tylko ja nie zdawałem sobie sprawy, że czas tak szybko leci, ale w moim wieku to normalne.
— Ależ Dumbledore, nie jest pan taki stary. — Uśmiechnęła się ciepło.
— Dziękuję za miłe słowa. — Odwzajemnił uśmiech i iskierki pojawiły się w jego oczach. — Pozwól, że przedstawię ci Seveusa Snape'a, naszego Mistrza Eliksirów.
Snape, stojący z boku, drgnął i podszedł niechętnie do kobiety.
— Alana Hilton. Miło mi poznać kogoś z takimi umiejętnościami i niewątpliwie talentem w przyrządzaniu skomplikowanych mikstur. Ministerstwo wiele panu zawdzięcza.
Snape w odpowiedzi jedynie skinął głową.
— Proszę mi wybaczyć, ale mam jeszcze sporo pracy — powiedział chłodno.
— Dziękuję, Severusie — odparł starszy czarodziej i Mistrz Eliksirów, uprzednio skinąwszy głową w kierunku pani minister, skierował się do drzwi.
Żałosne, pomyślał, schodząc krętymi schodami. Skąd oni ją wytrzasnęli? „Ministerstwo wiele zawdzięcza panu”. Hipokrytka. Niech Merlin ma nas w opiece. Kobieta na stanowisku Ministra Magii. Jesteśmy zgubieni. I Albus twierdzi, że jest godna zaufania. Albus… Cholera, o co mu chodzi z tą Legilimencją? Czego Potter nie powinien się dowiedzieć? Potter, Potter, ciągle tylko Potter! Oszaleć można! Czy ten dzieciak zawsze musi sprawiać tyle kłopotów? Czy wszystko musi się kręcić wokół niego? W dodatku do tego wszystkiego doszedł jeszcze ten przygłup Goyle…
Snape wszedł na ruchome schody i opierając się o barierkę, zamyślił się, utkwiwszy wzrok w obrazie wiszącym na przeciwko. Czarny Pan będzie zły. Goyle wiedział, że Złoty Chłopiec miał być nietknięty. Powinien wiedzieć, że rzucanie w dzieciaka zaklęciami niewybaczalnymi przez Śmierciożerców raczej nie jest dobrym sposobem przeciągnięcia go na swoją stronę. Przynajmniej Potter do takich nie należy. Może i chłopak ma swoje słabości i lęki, które Czarny Pan mógłby wykorzystać do manipulacji tym dzieciakiem, ale na szczęście tego bachora, Lord jeszcze ich nie odkrył. Przynajmniej na razie. Hm… Jednak czemu Goyle złamał rozkaz? Zbyt się boi gniewu Czarnego Pana i jest mu bezwzględnie posłuszny, aby działać na własną rękę. Jest głupi, ale nie do tego stopnia, aby ryzykować własne życie.
Schody się zatrzymały i Mistrz Eliksirów zszedł z nich, kierując się do swoich lochów.
— Severus?
Snape odwrócił się i jego wzrok zatrzymał się na gazecie trzymanej przez Karkowicha. Jeszcze jego mi tu brakowało, pomyślał z rozdrażnieniem.
Mężczyzna zauważył, co przykuło uwagę Mistrza Eliksirów i uśmiechnął się.
— Reporterzy ze wszystkiego zrobią sensację — odparł Ivanov z lekką niechęcią w głosie, spoglądając na zdjęcie w Proroku. — Chłopak miał szczęście.
— W rzeczy samej — odparł chłodno. — Znalazłeś się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze.
— Severusie, przeceniasz moją rolę — odparł, uśmiechając się. — Zupełnie jak ci pismacy. Większość z tego, co tu jest napisane, to przeinaczone fakty i wyolbrzymione zasługi.
— Skoro tak mówisz — prychnął z lekkim rozdrażnieniem.
— To prawda. To, że Potter żyje, jest jedynie zasługą jego samego. Instynktu samozachowawczego, który w nim podziwiam. Jest niesamowicie zwinny i spostrzegawczy, jak na swój wiek. Może bardzo wysoko zajść ze swoimi umiejętnościami. Sądzę, że nawet mimo mego ostrzeżenia, doskonale by sobie poradził. Sugerowałbym dodatkowe zajęcia z Obrony, gdyż obecnie wyprzedza program swoją wiedzą. Może mu to zaproponuję. Co o tym myślisz, Severusie? — dodał z dostrzegalnym entuzjazmem.
Snape zesztywniał.
— Czy aby nie stałeś się kolejnym fanem Harry'ego Pottera, Złotego Chłopca Gryffindoru? — Sarkazm w jego głosie był aż nazbyt słyszalny. — Poproś go o autograf — wysyczał Snape gniewnie i obracając się na pięcie, zaszeleścił swoją czarną szatą, która powiewała za nim, gdy schodził szybkim krokiem do swoich kwater.
Karkowich stał przez chwilę na korytarzu ze zdumionym wyrazem twarzy i jakby w lekkim oszołomieniu. Po chwili jednak doszedł do siebie. Spojrzał w kierunku schodów prowadzących do lochów i zmarszczył brwi. Co z nim jest nie tak? Pomyślał zaintrygowany. Ponownie spojrzał na pierwszą stronę "Proroka Codziennego". Atak Śmierciożercy na Harry'ego Pottera! Tak głosił tytuł. Machnął różdżką i gazeta zatliła niebieskim płomieniem. Rzuciwszy jeszcze raz spojrzenie w stronę ciemnego korytarza, w którym znikł Snape, Karkowich skierował się do swoich kwater.

Mistrz Eliksirów wszedł do swoich komnat, i z irytacją zatrzasnął je gwałtownie. Huk rozniósł się echem po wilgotnych korytarzach lochów. Jednak profesor się tym nie przejął. Był zwyczajnie wściekły. Przeklęty Karkowich! Co on sobie wyobraża? Spojrzał na gazetę leżącą na jego ławie i artykuł pod zdjęciem.

„…Harry Potter został zaatakowany przez Śmierciożercę. Zamach na życie chłopca miał miejsce podczas jego pobytu w Hogsmeade, gdzie uczniowie Hogwartu zwykli spędzać weekendy. Jak donoszą świadkowie zdarzenia, to dzięki natychmiastowej reakcji i czujności Ivanova Karkowicha, obecnego nauczyciela Obrony Przed Ciemnymi Mocami, chłopcu nic się nie stało…”

„…Profesor Ivanov Karkowich wydaje się być odpowiednią osobą na to stanowisko. Wypowiedzi uczniów, z którymi udało nam się porozmawiać, są tego dowodem. Czyżby Dumbledore tym razem…”

Snape miał dość. Chwycił gazetę i wrzucił ją do kominka, patrząc z satysfakcją, jak skręca się z sykiem w płomieniach. Jego oczy zalśniły na myśl o Karkowichu Ivanovie zwijającym się wpływem zaklęcia Crucio. Sugerowałbym dodatkowe zajęcia z Obrony… Ja ci dam prywatne lekcje, pomyślał, wpatrując się z nienawiścią w ogień. Spróbuj się do niego zbliżyć, a obiecuję, że cię zniszczę.
W pewnym momencie usłyszał pukanie. Starał się je zignorować, ale irytujący dźwięk nie ustał, a wzbierał na sile i natarczywości
— Wejść — odparł lodowato.
Cisza.
Po chwili jednak drzwi się otworzyły i stał w nich… Potter. Cholera, jeszcze jego tu brakowało, pomyślał z irytacją.
— Czego chcesz? — odparł chłodno. — Nie stój tak. Wejdź, skoro już tu jesteś — dodał ze zniecierpliwieniem w głosie.
Harry zrobił, jak kazał mu Snape.
— Jest pan na mnie zły?
Mężczyzna spojrzał na niego z zaskoczeniem.
— Skąd ci to przyszło do głowy? — odparł neutralnym głosem. — Zresztą, jakie to ma dla ciebie znaczenie? Jakoś nigdy się tym nie przejmowałeś.
— Unikał mnie pan na kolacji i poza tym słyszałem pana rozmowę z profesorem Karkowichem i…
— Potter, nie masz nic lepszego do roboty niż zadawanie głupich pytań? Nie mam na to czasu, więc byłbym wdzięczny, gdybyś wyszedł.
— Ale…
— Miałem zły dzień, skoro musisz wiedzieć — syknął. — Więc, jak nie chcesz, abym dał ci szlaban za zwracanie głowy nauczycielowi, to sugeruję, abyś opuścił moje kwatery.
— Mój również nie był najlepszy — warknął Harry z rozdrażnieniem.
— To dlaczego nie pójdziesz i nie poskarżysz się swojemu profesorowi od Obrony? Jest zachwycony twoją osobą — dodał sarkastycznie.
— Jak możesz… — zaczął Harry z gniewem, ale urwał nagle, wpatrując się w czarne źrenice z konsternacją, a następnie niedowierzanie pojawiło się na jego twarzy.
Szlag, za dużo powiedziałem, pomyślał Snape i chłodne przerażenie wypełniło jego ciało. Zielone oczy Gryfona wwiercały się w jego osobę, a usta chłopaka otworzyły się i zamknęły bezgłośnie. Delikatny uśmiech pojawił się na twarzy Gryfona. Zdecydowanie za dużo, jęknął w duchu i desperacją zacisnął usta w cienką linię.
— Czyżby był pan zazdrosny? — Głos chłopaka przepełniony był rozbawieniem.
— Nie bądź śmieszny? — prychnął, krzyżując ręce na piersi i odwrócił wzrok. Zdecydowanie zła taktyka.
— Dlaczego?
— Dlaczego: co? — Snape zmarszczył brwi, patrząc teraz w zielone oczy.
— Dlaczego mnie pan pocałował? — zapytał Harry swobodnym tonem.
Mistrz Eliksirów odwrócił się od chłopaka i zatopił wzrok w płomieniach.
— Potter, nie zamierzam o tym z tobą rozmawiać.
— Czemu nie chcesz mi powiedzieć?
Snape odwrócił się i spojrzał na niego lodowato.
— Czy ty jesteś taki głupi, czy tylko udajesz? — warknął. — Jeśli nie zauważyłeś, to jesteś uczniem, a ja nauczycielem i sama myśl o tym, co się stało, a co nie powinno mieć miejsca, jest nieodpowiednia i karygodna.
— Nie jestem głupi — warknął Harry w odpowiedzi. — Doskonale sobie zdaję z tego sprawę.
— Więc czego ty jeszcze nie rozumiesz, Potter?
— To, że bliższe stosunki między nauczycielem a uczniem są niedopuszczalne, nie zmienia faktu, że ta granica została przekroczona.
Snape zamarł
— Potter…
— Pocałowałeś mnie i chcę znać powód.
— To nie twój interes. Wyjdź.
— Nie. Chcę wiedzieć i nie wyjdę, dopóki nie odpowiesz mi na pytanie.
Snape zrobił kilka kroków przez pokój. Był wściekły i kipiał w nim gniew. Nie dość, że najpierw Albus, później Karkowich, to jeszcze ten gówniarz chce go wyprowadzić z równowagi. O nie. Dzieciak znalazł naprawdę fatalną porę na tego typu pytanie. Nie, żeby kiedykolwiek istniała dogodna pora, aby mógł je zadać.
— Potter, moja cierpliwość właśnie się wyczerpuje — syknął niebezpiecznie cicho, wpatrując się w zielone oczy chłopaka. — Radzę ci wyjść, zanim się skończy.
— Nie obchodzi mnie to! – warknął Harry, zaciskając dłonie i wstrzymując na moment powietrze, gdy czarne źrenice zwęziły się niebezpiecznie. — Należy mi się wyjaśnienie.
Zanim Harry zdał sobie sprawę, dłoń mężczyzny zacisnęła się na jego szyi i Gryfon zadrżał, czując, że zaczyna brakowa mu tchu. Jednak nie wyrywał się mężczyźnie i nie spuścił swojego wzroku z tych mrocznych oczu, które teraz wypełnione były chęcią mordu.
— Nic ci się nie należy, Potter. — Jego ściszony głos był jak szklane odłamki wrzynające się w ciało.
— Pocałowałeś mnie, a ty nie należysz do osób, które ot tak całują uczniów. Więc dlaczego? Jaki miałeś w tym cel?
— Skoro tak bardzo chcesz odpowiedzi, dobrze, powiem ci — syknął z irytacją, odsunął od chłopaka, krzyżując ręce na piersi i uśmiechnął się złośliwie. — Podczas tego fatalnego wieczoru miałem cię jedynie uspokoić, zanim twoje zszargane emocje wezmą górę, a tym samym ponownie przestaniesz panować nad swoją mocą i kogoś, lub nawet siebie, nieświadomie zranisz. Jak widzę, ten pocałunek doskonale odwrócił twoją uwagę i zajął myśli. To było głupie i nierozważne z mojej strony, ale skuteczne. Bez żadnych… — zawahał się i jego głos zadrżał. — głębszych intencji z mojej strony, bo tobie chyba o to chodzi, prawda?
Harry'ego wypełniła złość i niedowierzanie. Nie! To nieprawda… Te usta były takie gorące i chętne, a te mroczne oczy… wypełnione pożądaniem. Nie mogło mu się przewidzieć, to tam było. Gryfon bezskutecznie szukał na twarzy profesora cokolwiek, co świadczyłoby o tym, że mężczyzna kłamał. Jednak nic takiego nie znalazł. Od postawy Snape'a bił chłód, a oczy stały się zimne. Po chwili ciszy uświadomił sobie, że uczucie gniewu i złości, które w nim wezbrało, zostało zastąpione czymś innym. Bólem i smutkiem, którego nie rozumiał. Potrzasnął głową i wziął głęboki oddech.
— Tak. Ma pan rację, profesorze — odparł bardzo pewnie i spokojne. Jego zielone źrenice wpatrywały się dokładnie w czarne oczy Mistrza Eliksirów. Nie było w tej zielni żadnych emocji, nie było nic. — Popełniłem błąd. Przepraszam. Nie będę panu zajmował więcej czasu. I tak zmarnowałem go już wystarczająco dużo. Dobranoc — dodał, odwracając się gwałtownie i wyszedł z gabinetu, nie czekając na reakcję mężczyzny.
Drzwi zamknęły się za nim cicho.
Snape odwrócił się i nachylił nad biurkiem, zaciskając dłonie na jego krawędziach.
— Kur*wa! — zaklął i machnął ręką, zrzucając z blatu pergaminy i tusz, który rozlał się na dywan, tworząc czerwone plamy. Zakrył dłonią twarz. Czuł się źle, był kompletnie rozdarty pomiędzy uczuciami. Zranił chłopaka. Pragnął go rozpaczliwie, i właśnie wtedy, gdy miał tego nieznośnego dzieciaka na wyciagnięcie ręki, gdy sam do niego przyszedł, odrzucił go, odsunął od siebie. Kolejny raz. On mnie ponownie znienawidzi, pomyślał z bólem i spojrzał w płonący ogień w kominku. Cholera, dlaczego to się tak pokomplikowało? To mój uczeń, na Merlina! To było niepoprawne, wbrew prawu i etyce nauczycielskiej. Związki między studentem a profesorem w szkole są niedopuszczalne. Te zielone oczy, były takie puste… Może to nawet lepiej, pomyślał z bólem. Lepiej dla niego…
Machnął różdżką i posprzątał bałagan, który zrobił. Wyczarował sobie drinka i wziął spory łyk. Odłożył literatkę na biurko. Nagle syknął, chwytając się za lewe ramię i strącając przy tym szklane naczynie z blatu. Jego zmęczone oczy wypełniły się gniewem, a nawet furią.
— Niech cię szlag! Akurat teraz wymyśliłeś sobie spotkanie — warknął z wściekłością, kierując różdżkę na dywan i usuwając rozlany płyn. Następnie podszedł energicznie do regału i wyciągnął jedną z książek. Biblioteczka odsunęła się cicho. Snape wymamrotał hasło, które ujawniło przejście w ścianie. Wszedł do środka. Po chwili ponownie pojawił się w swojej kwaterze. Ubrany był w czarny, długi płaszcz z kapturem. W ręce trzymał maskę, którą wsunął do przegrody znajdującej się po wewnętrznej stronie szaty. — Oby to było ważne — mruknął do siebie i zanim wyszedł z komnaty, skierował różdżkę w płomienie, szepcząc zaklęcie.

***

W najwyższej wieży, gdzie znajdował się gabinet dyrektora, ciągle paliło się światło. Stary czarodziej, który siedział przy biurku, poprawił okulary zsuwające mu się z nosa. Wykonał ostatni, płynny ruch piórem na pergaminie i po ponownym przeczytaniu treści, ostrożnie złożył dokument, wkładając go do koperty. Odłożył ją na kilka innych, które czekały już na wysłanie. Spojrzał w kierunku okna z wyraźnym wyczekiwaniem.
Po chwili, do komnaty wleciał feniks i miękko wylądował na żerdzi.
— I jak, mój drogi? — zwrócił się do ptaka.
Fawkes nastroszył lśniące piórka i zagwizdał melodyjnie. Dyrektor wstał i podszedł do niego. Przesunął palcami po miękkim opierzeniu ptaka i zamyślił się, patrząc w kierunku Zakazanego Lasu. Jego twarz wyrażała zmartwienie i zmęczenie. Dopiero lekkie uszczypnięcie w palce sprawiło, że dyrektor uśmiechnął się i ponownie spojrzał na feniksa. — Masz rację, przyjacielu. Nie powinienem się martwić na zapas. Znajdziemy Toma, choć straciłem nadzieję na jego odzyskanie.
Ptak cicho zaszczebiotał, przechylając główkę.
— Historia zatacza krąg, a dopóki on nie zrozumie, kim jest, nie mamy szans na wygraną w tej wojnie.
Syk w kominku sprawił, że czarodziej odwrócił się w jego kierunku. Ogień palił się błękitnym blaskiem. Dumbledore zmarszczył brwi i skierował różdżkę w płomienie, przywracając bezgłośnym zaklęciem ich właściwą barwę.
— Ta wojna pochłania zbyt wiele ofiar. — Przybliżył się do okna. Kilka minut później, na jeden moment dostrzegł w mroku postać przemykającą się do Zakazanego Lasu. — Bądź ostrożny...
Cichy, zatroskany szept starca został stłumiony przez uspakajający śpiew feniksa.

***

— Mam dość czekania, Snape. Oczekuję efektów. Jeżeli chłopak nie wykaże zainteresowania Czarną Magią, to wrócę do poprzedniego planu.
Mistrz Eliksirów spojrzał na swojego Pana i jego ciało wypełniła obawa. Jakiego planu?
— Chłopak umrze i nie będzie to przyjemna śmierć. Jednak bardziej niż na jego śmierci, zależy mi na jego pozyskaniu — Voldemort zawiesił głos i wpatrzył się na klęczącego przed nim mężczyznę. — Masz czas… do końca stycznia i ani dnia dłużej. Nie obchodzi mnie, jak to zrobisz. Przekup, zmuś, zachęć, uwiedź, jeśli to konieczne, ale on ma należeć do mnie! Zrozumiałeś?
Snape zadrżał z przerażenia i nie miał śmiałości podnieść oczu na swojego Lorda. Czuł się sparaliżowany.
— Tak jest,… Panie. — Zacisnął powieki, nienawidząc się za strach, który go ogarniał.
Strach, który go paraliżował, pierwszy raz od dłuższego czasu. Czuł się słaby i pokonany.
— Lepiej dla ciebie, abyś się tym razem postarał. W przeciwnym razie to będzie twoje ostatnie zadanie — wysyczał. — A teraz przedsmak czegoś, co cię czeka, jeżeli mnie zawiedziesz.
Snape już wiedział, co Czarny Pan miał namyśli. Spiął się i zacisnął zęby, mając nadzieję, że godzina w Kręgu Posłuszeństwa wykończy go i nie będzie musiał wykonywać tego cholernego rozkazu ani wracać do Hogwartu. Jednak na swoje nieszczęście był świadomy, że przeżyje czekające go tortury, tego był całkowicie pewny. Ponieważ ich celem było przypomnienie poddanemu, gdzie jest jego miejsce i jakie obowiązki ma wobec Czarnego Pana, a nie zabicie sługi. Lord potrzebował go żywego. Jednak już sama ta myśl działała jak urok. Mroczny czarodziej był okrutny, ale nigdy nie likwidował swoich podwładnych bez wyraźnego powodu, choć jego kary były o wiele gorsze niż śmierć.
Śmierciożercy ustawili się w kole, a Voldemort bezszelestnie zajął miejsce na krześle, które umieszczone było na podwyższeniu. Miał z niego doskonały widok na swoje sługi, jak i na całe pomieszczenie. Twarz mężczyzny była niewzruszona, a czerwone źrenice patrzyły z gniewem.
— Myślę, że małe przypomnienie, jakie masz wobec mnie obowiązki, będzie dla ciebie zachętą do działania.
Voldemort skinął głową i jeden ze Śmierciożerców zrobił krok do środka okręgu. Snape podniósł oczy na swojego pierwszego kata. Pomimo maski na twarzy, rozpoznał go natychmiast. To była Bellatrix Lestrange. Do jego czarnych oczu napłynęła nienawiść. Wiedział, jaka będzie pierwsza klątwa i zdawał sobie sprawę, że będzie silna, choć nie tak, jak w wykonaniu Czarnego Pana.
— Crucio.
Zaklęcie wypowiedziane chłodnym głosem było bolesne, bardzo bolesne. Upadł na posadzkę, podpierając się rękami i zagryzł zęby, aby nie krzyknąć. Ku niezadowoleniu Bellatrix nie wydał żadnego dźwięku. Ostry ból wypełnił jego mięśnie i nerwy. Podniósł wzrok na kobietę. W jego mrocznych oczach był jednie chłód, żadnych emocji. Zapłaci za to. Przy pierwszej nadarzającej się okazji, pomyślał z nienawiścią. Nieznośne cierpienie się skończyło. Z ulgą nabrał powietrza do płuc. Przed nim jeszcze jedno lub, w najgorszym przypadku, dwa Cruciatusy, nie więcej. Śmierciożercy nie odważą się powtarzać uroków, gdyż ich Pan nie lubił się nudzić podczas torturowania. Mógł ich ukarać, jeśli rzucane klątwy nie okażą się wystarczająco widowiskowe i wyszukane. Mistrz Eliksirów spojrzał na kolejnego Śmierciożercę, który stał już z podniesioną różdżką. Jego również rozpoznał, był to Lucjusz. Uroki rzucano według pozycji, jaką posiadali Śmierciożercy, a każdy doskonale znał swoje miejsce.
Tak, ten wieczór zapowiadał się na naprawdę długi. A kolejny dzień będzie jeszcze dłuższy, przemknęło mu przez myśl, zanim lodowata klątwa uderzyła w jego ciało, działając tak, jakby kawałeczki ostrego lodu przecinały jego skórę. Tym razem zaciśnięte wargi Mistrza Eliksirów wykrzywiły się w odczuwalnym bólu.

..........................................................

*Linum — sznur
Nie mam do niego za Knuta zaufania.* — Nie ma do niego za grosz zaufania.

>